W ramach motywu "co od serca to najlepsze", zdecydowałam się w tym roku na prezent urodzinowy robiony ręcznie, a nie jak zwykle kupowany. Wyjęłam z szafy maszynę do szycia, którą dostałam na 18-tkę, a której używałam do tej pory tylko do wszywania zamków lub skracania spodni. Wyjęłam też z szafy piękny, mięciutki czerwony materiał, który kupiłam na spódnicę, ale w związku z moim brakiem umiejętności szycia (to skracanie i wszywanie zamka okazało się niewystarczającym treningiem) materiał w różnym stopniu pocięcia leżał w szafie.
Już od dawna miałam ochotę spróbować zrobić tildę. Jak tylko zobaczyłam pierwszą to się zakochałam. Czytałam poradniki jak je uszyć, oglądałam filmiki... i siadając do maszyny z moim czerwonym materiałem miałam już plan co zrobię :)
Poznajcie Marlenkę :)
Marlenka jest wysoka na 43 cm, ma bawełniane pantalony, dżinsową sukienkę i kapelusik :) Wypełniona jest kuleczkami tapicerskimi, dzięki czemu jest mięciutka i można ją spokojnie prać w pralce, gdyby się zabrudziła. Powstawała przez dwa dni (cały jeden dzień poświęciłam na uszycie sukienki, na którą nie mogłam znaleźć wykroju i musiałam kombinować sama - aż w końcu wybrałam opcję najprostszą).
Wczoraj została wręczona solenizantce, stąd mogłam się w końcu pochwalić moim krawieckim dokonaniem na blogu :)
cudowna!
OdpowiedzUsuńUrocza, oryginalna, niepowtarzalna. Gratuluję pomysłu, wykonania i końcowego efektu. A jednym słowem: śliczna!
OdpowiedzUsuńZakochalem sie w Marlence :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Maciek (Sted)
Dziękuję ślicznie za wszystkie miłe słowa :):)
OdpowiedzUsuńsłodziak! aż nabrałam ochoty na szycie takich tildusiów :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuń